Gdzie kończy się technika, a zaczyna biznes?
12 września pisaliśmy na PC Boomer o Multi Frame Generation uruchomionym na GeForce’ach RTX 40 i RTX 30 oraz Frame Generation działającym nawet na RTX 2060 Max-Q. Same mody są ciekawe, ale ciekawsze jest to, co mówią o wcześniejszych deklaracjach NVIDII. Skoro funkcje przedstawiane jako zależne od nowego sprzętu działają na starszych kartach, warto sprawdzić, gdzie kończyły się ograniczenia techniczne, a zaczynał interes firmy.
Pierwsza granica
We wrześniu 2022 roku NVIDIA udostępniła Frame Generation wyłącznie na RTX 40. Powód? Szybki Optical Flow Accelerator architektury Ada Lovelace i rdzenie Tensor czwartej generacji. W oficjalnym Q&A tłumaczyła, że obsługa starszych GPU wymagałaby dalszych innowacji oraz optymalizacji algorytmu optical flow i modelu AI. To nie był komunikat „nie będziemy tego dla was rozwijać”. Firma wskazywała konkretne ograniczenia sprzętu.
Tyle że z czasem ten argument zaczął pękać. Frame Generation uruchomiono na kartach bez oficjalnego wsparcia, aż w końcu zadziałało nawet na RTX 2060 Max-Q. Mówimy o Turingu, architekturze o dwie generacje starszej od RTX 40. Jak w tej sytuacji bronić tezy, że konstrukcja starszych GeForce’ów stanowiła nieprzekraczalną granicę?
Argument, który NVIDIA podważyła sama
Jeden z najmocniejszych argumentów przeciwko wcześniejszym tłumaczeniom dostarczyła sama NVIDIA. W styczniu 2025 roku, przy prezentacji DLSS 4 i Multi Frame Generation, ujawniła, że zastąpiła sprzętowe wyliczanie optical flow wydajnym modelem AI. Optical Flow Accelerator, wcześniej przedstawiany jako kluczowy element Frame Generation, przestał być potrzebny do tego zadania. NVIDIA sama pokazała, że dało się to rozwiązać inaczej.
Historia zatacza koło
Po czym powtórzyła ten sam numer. Multi Frame Generation, generujące do trzech dodatkowych klatek między dwiema renderowanymi, zarezerwowała dla nowych RTX 50. Ponownie powołała się na możliwości architektury: rdzenie Tensor piątej generacji i ulepszony Flip Metering w Blackwellu, który przenosi kontrolę nad wyświetlaniem wygenerowanych klatek bezpośrednio na GPU. Nowa funkcja, nowa sprzętowa granica i oczywiście nowa karta do kupienia.
Modderzy znów psują narrację
Tę granicę również przekroczyli modderzy. Najpierw uruchomili tryby 3X i 4X na RTX 40, później pokazali Multi Frame Generation na RTX 30. Schemat jest prosty: NVIDIA zamyka funkcję na najnowszej generacji i tłumaczy to sprzętem, a niezależni twórcy znajdują sposób, żeby uruchomić ją na starszych kartach.
I właśnie to jest dla NVIDII najbardziej niewygodne. Modder nie ma jej kodu źródłowego, wewnętrznej dokumentacji, zespołów projektujących GPU ani miliardowego zaplecza. NVIDIA ma to wszystko, a do tego sama stworzyła tę technologię. Skoro niezależni ludzie potrafili znaleźć rozwiązanie, trudno uwierzyć, że producent nie miał takiej możliwości. Znacznie bardziej prawdopodobne wydaje się, że po prostu nie miał interesu w udostępnianiu funkcji starszym kartom. Miał za to interes w tym, żeby klient uwierzył, że inaczej się nie da.
Bo nowe karty muszą się sprzedawać
Powód jest banalny. Rozwijanie funkcji dla RTX serii 20 i 30 kosztowałoby czas i pieniądze, a jednocześnie dałoby ich właścicielom mniej powodów do wymiany sprzętu. Jeśli kilkuletnia karta dostaje możliwości reklamowane jako przewaga nowej generacji, zakup można odłożyć. Z punktu widzenia NVIDII nowe funkcje powinny sprzedawać nowe karty, a nie przedłużać życie starych.
Zarabiać wolno. Wprowadzać w błąd już nie
I żeby była jasność! NVIDIA jest firmą i ma zarabiać. Może uznać, że rozwijanie starszych generacji jej się nie opłaca. Nikt nie może wymagać, żeby przez lata dopieszczała każdy model. Pretensję mam o coś innego: zamiast powiedzieć szczerze „Postanowiliśmy nie wdrażać nowych funkcji na starszych generacjach kart, ponieważ z biznesowego punktu widzenia jest to dla nas nieopłacalne”, firma zasłaniała się ograniczeniami technicznymi, przedstawiając sprawę tak, jakby nie miała wyboru. Trudno nie odnieść wrażenia, że klienci byli świadomie wprowadzani w błąd, żeby NVIDIA nie musiała ponosić wizerunkowych kosztów swoich decyzji biznesowych. Wygodniej przecież powiedzieć „wasze karty tego nie potrafią” niż „nie opłaca nam się tego dla was robić”.
Przypadek czy szersza strategia?
Trudno też oddzielić tę historię od szerszej polityki NVIDII. Z jednej strony zamykanie funkcji na najnowszych generacjach. Z drugiej karty ze stosunkowo niewielką ilością pamięci VRAM, czyli elementu, od którego w dużej mierze zależy tempo starzenia się sprzętu.
GTX 1080 Ti z 11GB pokazał, co daje zapas na przyszłość: prawie dekadę po premierze nadal potrafi być użyteczny. Patrząc na kolejne generacje, wygląda to tak, jakby NVIDIA uznała, że więcej takiego "błędu" nie popełni. I tu dochodzimy do sedna. Sprawa przestaje dotyczyć samego generowania klatek, a zaczyna dotyczyć zaufania. Kiedy techniczne uzasadnienia kolejny raz zaczynają się sypać, klient ma prawo zapytać: "Czy realną granicę wyznacza sprzęt, czy słupki w Excelu?"
Czy NVIDIA nas okłamywała?
Czy NVIDIA nas okłamywała? Tego zapewne nigdy nie rozstrzygniemy. Nie wiemy, co dokładnie wiedziała przy podejmowaniu tych decyzji i jakie rozwiązania miała wtedy na stole. Zarzucenie jej świadomego kłamstwa byłoby nieuczciwe. Możemy jednak zestawić jej słowa z późniejszymi wydarzeniami. A ten obraz zdaje się przeczyć narracji giganta z Santa Clara.
Po krótkim researchu okazało się zresztą, że nie jestem jedynym ani pierwszym, któremu te tłumaczenia przestały się spinać. Gamers Nexus podważał wcześniejsze argumenty o Optical Flow Accelerator. Tom’s Hardware pisał o ochronie marketingowej narracji. Digital Foundry pytało, co właściwie blokuje Frame Generation na RTX 30. Daniel Owen zatytułował swój materiał po prostu „Did Nvidia Lie?”.
Następnym razem usłyszymy: „sprawdzam”
NVIDIA skrzętnie i wygodnie dla siebie odpowiada tam, gdzie może zasłonić się technicznymi argumentami. Gdy pytanie schodzi z możliwości sprzętu na rzeczywiste powody podejmowanych decyzji, konkretnej odpowiedzi już nie ma. Jeśli przy kolejnej generacji ta firma znów będzie przekonywać, że to architektura starszych kart stoi na drodze nowym funkcjom, trudno będzie przyjąć takie tłumaczenie bez podejrzeń. Po tej historii pytanie: „czy naprawdę się nie da, czy może przede wszystkim chodzi o to, żebyśmy znów sięgnęli do portfela?” nie brzmi już jak teoria spiskowa, tylko jak całkiem rozsądna ostrożność.